Przejdź do głównej treści Przejdź do wyszukiwarki

Mineralna z kranu

Utworzono dnia 08.10.2015
Czcionka:

Sierpniowe upały i rekordowo niski poziom wód sprawiły, że wielu ludzi zadawało sobie pytanie, czy nie zabraknie wody pitnej. Okazuje się, że w przypadku Sandomierza takie obawy były bezzasadne. Mało tego, poziom wody w ujęciach, z których miasto czerpie, w ogóle się nie zmniejszył, a woda jest tak dobra, że można ją butelkować i sprzedawać.

Miasto Sandomierz pierwsze ujęcie wody na skalę masową miało już w XVI wieku, a jego skażenie czy zatrucie było karane. Jednak pierwsza studnia głębinowa i wodociąg powstał w latach 30 ubiegłego wieku. Mieścił się on w rejonie wejścia do Wąwozu Królowej Jadwigi od dzisiejszej ulicy Krakowskiej. Była to woda, która przesiąkała z Wisły. Od studni woda była transportowana do wieży ciśnień usytuowanej w parku, a stamtąd, grawitacyjnie, trafiała do odbiorców. Zaznaczyć jednak należy, że miasto ograniczało się wówczas w zasadzie do Starówki i najbliższych okolic.

Rewolucja nastąpiła w połowie lat siedemdziesiątych, gdy miasto zdecydowało się na budowę studni głębinowych (około 60-metrowej głębokości) w Romanówce, w gminie Dwikozy. Obecnie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej dysponuje dziewięcioma studniami głębinowymi. Ostatnia została wybudowana przed trzema laty. Właścicielem studni jest spółka, a grunt, na którym są one położone, dzierżawiony jest od gminy Dwikozy. Do dyspozycji przedsiębiorstwa są jeszcze dwa nieuzbrojone odwierty, które mogłyby zostać wykorzystane w przypadku, gdyby w którymś z eksploatowanych ujęć skończyła się woda.

Wydaje się zatem, że Sandomierzowi nie grozi brak wody. Czy tak jest w istocie? Zapytaliśmy o to prezesa PGKiM, Kazimierza Stolarskiego: - W lecie, podczas tych największych upałów, gdy poziom wód gruntowych, ale i poziom wody w Wiśle, był na nie notowanym od lat niskim poziomie, pytano mnie wielokrotnie, czy miastu nie grozi brak wody. Mogę odpowiedzieć, że to nie groziło i nie grozi, mimo, że czerpiemy wodę ze studni, a nie z rzeki, jak wiele innych miast. Na ujęciu wody i w hydroforni centralnej mamy zainstalowany system monitorowania wody i wiemy, jaki jest jej poziom. Na podstawie tego monitoringu należy stwierdzić, że poziomy wody utrzymywały się, mimo suszy, na stałym, bezpiecznym poziomie. I to nie jest porównanie rok do roku, tylko mówię o danych z kilkudziesięciu lat - mówi prezes.

Ujęcie wody w Romanówce usytuowane jest 60 metrów wyżej niż poziom Sandomierza. Dlatego woda jest tylko wypompowywana z ziemi i grawitacyjnie, za pomocą wodociągów spływa do miasta, pokonując około 14 kilometrów. Po drodze jest sprzedawana również odbiorcom z innych gmin, głównie z gminy Dwikozy. Takich odgałęzień od głównej nitki wodociągu jest siedem i system monitorowania na bieżąco rejestruje, ile wody jest sprzedawane, i ile powinno się jej wydobywać. W pozwoleniu wodno-prawnym dla ujęcia wody w Romanówce zapisane jest, że można wydobywać wodę w ilości 480 metrów sześciennych na godzinę . Granica ta nigdy nie została przekroczona, mimo największych upałów. Natomiast średnio, w skali roku, dzienne wydobycie nie przekracza 250 metrów sześciennych. Widać zatem, jaka jest rezerwa. - Opierając się tylko na tych danych widzimy, że jesteśmy bardzo bezpieczni, jeśli chodzi o zasoby wody, z których korzystają mieszkańcy miasta - dodaje prezes.

Woda, którą piją sandomierzanie, nadaje się do spożycia bezpośrednio z kranu. Jest to woda o jakości mineralnej i nie jest uzdatniana na ujęciu wody w Romanówce. Przez Instytut Higieny w Poznaniu została zakwalifikowana jako woda niskozmineralizowana, nadająca się do butelkowania. Nie jest również dezynfekowana, czyli chlorowana. Dzieje się to sporadycznie, podczas awarii lub przy okazji klęsk żywiołowych, jak chociażby ostatniej powodzi, gdy istniało ryzyko jej skażenia.

W związku z tym, że sandomierska woda jest tak dobrej jakości, co jakiś czas pojawia się pomysł, aby ją butelkować i sprzedawać. Prezes Stolarski studzi te zamiary i to nie ze względu na jakość wody, tylko na hermetyczny rynek wód mineralnych opanowany przez wielkie koncerny. - W Nowej Dębie jest butelkowana woda, nazywa się "Dębianka". Producenci tej wody od lat próbują wejść na ten rynek, z różnym skutkiem. Dlatego nie wydaje mi się, aby w naszym przypadku było to opłacalne. Natomiast możemy się cieszyć, że w kranach mamy wodę doskonałej jakości - dodaje prezes.

Józef Żuk

Artykuł ukazał się w dniu 07.10.2015 na łamach "Tygodnika Nadwiślańskiego"

Imieniny

Przyjęcia interesantów

Pan Prezes przyjmuje interesantów
w każdy poniedziałek od godz. 1500 do 1600

Wirtualny Cmentarz

Stan wodomierza

Faktura elektroniczna

Kalendarium

Październik 2018
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4

Zegar

Ankieta

Jak ocenisz naszą stronę?

Wyniki